Pociąg, 22-26 marca 2016

13048075_10209349996926840_6766020384756792494_o

Różne kolory nudy

Jest nudno, śmierdząco i bardzo ciepło. Trochę jak przewrotność europejskiego snu o podróżowaniu w słynnym transibie. Wskazane jest jedzenie, czytanie i leżenie. Zaczynamy z Igą ćwiczyć jogę w przegubie pomiędzy wagonami. Ciężko idzie, bo cały czas ktoś przechodzi.

W wagonie panuje niezły gorąc. Prowadnica przechodzi i stwierdza- “Żarka”. Tyle. Chodzimy więc na super drogie piwo Baltika do restauracji, bo tam jest kilka stopni mniej.

Pociąg dzieli się na trzy klasy. Po włosach poznasz, kto gdzie śpi. Weszło dwóch gości do restauracji. Nie różnią się niczym od ludzi z klasy trzeciej, ale po włosach poznajemy, że są z pierwszej. Są czyste.

Piątek 25 marca, za Tajgą i Nowosybirskiem

Nie da się spać. Prowadnica zgasza światło o 20.30, tłumacząc że jest zmiana czasu z moskiewskiego na tutejszy. Gdy się jej pytamy, czy może je jednak zapalić, mówi że mamy już iść spać.

W środku nocy budzi mnie światło. Wysiadają pasażeorwie z Nowosybirska. W półśnie ktoś przykrywa mi stopy prześcieradłem, które spadło na ziemię. Rano nie mogę długo spać, kobieta na przeciwko mnie tłumaczy swoim córkom kolejne figury gimnastyki artystycznej z kółkiem. “Korpus tu, ręce tam”. Zasypiam na chwilę, ale po chwili budzi mnie walenie metalu o metal. Nagle przy moim łóżku pojawia się robotnik, który z niewiadomych powodów naprawia coś w podłodze. Poddaję się.

13002541_10209349944765536_7975965031970963103_o

Co jeszcze? “Sanitarna zona” – nie wolno korzystać z toalety 20 min przed i po przyjeździe na stację. Z kolei na peronie trzeba wsiąć na 5 minut przed odjazdem do swojego wagonu, inaczej prowadnica krzyczy.

Z uwagi na wysoki poziom alkoholizmu w Rosji, nie wolno pić w wagonie, jest to dozwolone w wagonie restauracyjnym za jedyne 200 rubli.

Praznik i Wissarion

Cały nasz pobyt byliśmy nęceni możliwością uczestniczenia w Prazniku (18 sierpnia) – święcie upamiętniającym wygłoszenie pierwszego kazania przez Wissariona. Wszystkie celebracje odbywają się w Gorodzie Słońce (Mieście Słońce), gdzie normalnie trzeba być przez kogoś zaproszonym, by wejść.
źródło: http://www.wissarion.info/wissarion15b.htm

Wissarion, źródło: http://www.wissarion.info/wissarion15b.htm

W Gorodzie mieszka ok 200 osób, głównie „wtajemniczeni”. Mieszkańcy są samowystarczalni, jedzą to, co wyhodują, a energię czerpią z paneli solarnych. U góry nad wioską na wzgórzu znajduje się pierwszy dom Wissariona, któremu przyszłe miejsce objawiło mu się pewnej nocy we śnie. W. namówił kolegę z helikopterem, by poszukać go i poniżej tego punktu powstał Gorod Słońce. teraz Wissarion mieszka niżej, bo chyba jednak niewygodnie było żyć 2 km nad wszystkimi (bez helikoptera).
Lokalsi mówili o kilku tysiącach osób, w rzeczywistości  w Prazniku uczestniczyło ok. 1000 osób.
Wszyscy ubrani na biało. Kobiety w kapeluszach, sukniach albo spódnicach do ziemi, mężczyźni w lnianych koszulach i czapeczkach jak z Gruzji
Ograniczony dostęp dla nie-wyznawcow. Wypraszali nas 3 razy. Pierwszy raz kazali czekać do 14, żeby zwiedzić Gorod. Za drugim razem zatrzymał nas pan z krótkofalowką i kazał czekać kolejne 30 minut, mimo że wszyscy już ruszyli. Zrobiło się  nieprzyjemnie. Kiedy już puścili, pani nie chciała w wpuścić nas do stołówki, mimo że daliśmy tzw. „podarek”, tzn paczkę makaronu, groch i coś tam jeszcze. Trzeba ją było przekonywać 10 minut.  Ugięła się.  Potem przydzielili nam przewodnika i mogliśmy pójść zwiedzać Gorod.
Tańce w kole
Wszyscy złapali się za ręce i utworzyli 3 obejmujące się koła. Band muzyczny grał piosenki o „Matuszce Ziemi”,  ludzie powoli ruszali się i gestami ilustrowali słowa piosenki. W środku ładne kobiety przebrane za greckie boginki polewały ludzi wodą niczym podczas chrztu. Potem była jakaś opowiastka o róży i kobieta w środku gestykulowala nad różą. Ostatnie stadium koła stanowiło przytulanie się ludzi z całego kręgu, które przerwało bicie dzwonu. Wtedy wszyscy uklękli.
Prawdy Wissariona o życiu – tego dowiedzieliśmy się od wtajemniczonych
Mężczyzna  jest kamieniem, a kobieta wodą, która go oplywa. Ona jest bliżej ziemi, dlatego zajmuje się domem, on wyznacza cele i je realizuje. W wiosce jest szkoła dla chłopców, dla dziewczynek nie ma (chyba – niepotwierdzona informacja, różne osoby składały różne wersje).
Co ciekawe, to nie mężczyzna wybiera kobietę, ale to ona jego. Wissarianie są dosyć libelarni w kwestii małżeństw, można zmienić partnera /partnerkę, gdy się poczuje taką potrzebę. Wissarion ma drugą żonę, młodszą od niego z 20 lat.

Film z tańców  w kole podczas święta

Szaleńcze biegi wissarionów

20150818_153747_Richtone(HDR)

Widok z Gorodu

20150818_162954

Tańce i śpiewy w kole wyznawców

Totem na środku Gorodu

Totem na środku Gorodu

 

 

20150818_143023

Młodzi muzycy

Syberia, Petropavlovka, Petropawlowka

Jezioro Tiberkul

Tu juz wracamy do cywilizacji ( w tle tubylec Wadim )

Wczoraj była nasza pierwsza alkoholowa impreza w Rosji -po dwóch tygodniach pobytu! Piwka w czterolitrowych butlach, zielona wódka i semiczki, czyli pestki slonecznika. Ruska muza grała na przemian z klasyką rocka lat 70-tych. Pod koniec bani pojawił się duży czarny koń sąsiada i zaczął wyjadać pozostawione resztki.

20150806_193223_Richtone(HDR)

Potem pojawił się Wadim, tez sąsiad,który zresztą lubi popijać i wysprzątal wszystko, rozpalił ogień i nagrzał wrzątku.

Spędziliśmy nad jeziorem 5 dni. Powoli, przyjemnie, zupełny relaks w porównaniu do pracy przy kawiarni.

Tiberkul ma 40km kwadratowych powierzchni, otoczony jest tajgą, nie ma dróg naokoło więc można się tu poruszać tylko łódką. Z jednej strony nad jeziorem znajduje się nowy gród Wissariona zwany „Sun city”. Jedziemy tam 18 sierpnia na wielkie świętowanie wygłoszenia pierwszego kazania Wissariona.

Droga do naszej jeziornej jurty była jednym z piękniejszych przeżyć w czasie tej wyprawy. Jezioro otoczone jest tajga i ma kilka wysp na środku. Nie ma tam prawie żadnych domostw. Za tajga widać góry – chyba Sajany. Jest tam bardzo spokojnie. Gdy się siedzi na skale, to jest wrażenie jakby fale były  stworzone komputerowo, niczym wygaszacz Windowsa.

Nasz dzień nad Tiberkulem znacznie Różnił się od życia kawiarnian -projektowego. Gotowaliśmy sobie sami, np. placki ziemniaczane, była nas tylko dziesiątka wiec można było się szybko i łatwo dogadać, i to w dialekcie słowiańskim – był wśród nas tylko jeden Niemiec. Dziewczyny łowily ryby.

Mieliśmy kilka prac do zrobienia, jak przenoszenie bel drewna albo wyławianie kamieni z jeziora. Ten czas był fajny dla nas jako grupy, bo w 10-tkę mogliśmy więcej porozmawiać i wyciszyć się. Teraz znowu powrót do rzeczywistości,naszej 30-osobowej grupy osobistości.

Nasz piec

Nasz piec

 

Tiberkul

Gulajewka

Projekt, w którym biorę udział to kawiarnia w wędrownej jurcie na syberyjskich wsiach. Pierwszą miejscowością, którą odwiedzamy jest Gulajewka. Odwiedzimy cztery miejscowości, które są dość szczególne, bo mieszkają w nich wyznawcy Wissariona.
Nie wszyscy z Gulajewki są wyznawcami Wissariona. W okolicy jest jeszcze kilka wsi, w których mieszkają wyznawcy. My z jurtą odwiedzimy Żarowsk, Czeremszankę i Petropawlowkę, gdzie kiedyś mieszkał Wissarion.
W. zamieszkał tu 30 lat temu i zaczął gromadzić wokół siebie ludzi. Główne założenia jego religii to dobre życie – najłatwiej spełniać warunki Wissariona na wsi, dlatego mieszka tu tyle rodzin.

11823772_10207380540451659_781423934_n

Gulajewka

Wissarianie są weganami, nie palą i nie piją alkoholu. Każdy z domów ma wielki gród, w którym hoduje się warzywa i owoce, które mają starczyć na cały rok. Każda rodzina pół dnia pracuje na rzecz wspólnoty, a pół dnia dla siebie. Niestety panuje układ patriarchalny – kobieta zajmuje się domem , ogrodem i dziećmi, a mężczyzna konstruowaniem, budowaniem, itd. Mocno to jest wbite u nich w głowach. Doświadczyłam tego, kiedy mieliśmy wybrać się nad jezioro Tiberkul, a nasz przewodnik z Pietropawłowki powiedział, że bierze 5 osób – 2 kobiety i 3 mężczyzn, mimo że w naszej grupę 2/3 stanowią kobiety…
W niedzielę spóźniliśmy się na mszę, ale po drodze spotkaliśmy wracających ludzi z kościoła. Wszyscy ubrani są na biało. Kobiety w kapeluszach, mężczyźni w lnianych koszulach i czapeczkach na głowie. Trochę jak amisze albo amerykańscy protestanci.

Drugiego dnia naszego pobytu w Gulajewce robiliśmy teatr cieni dla dzieci. Agnieszka wybrała piosenkę o Bajkale, która miała stanowić libretto całej historii. Szybko jednak zmieniliśmy historię na „Rzepkę” Tuwima. Tania, dziewczyna która nam pomagała, powiedziała że historia o więźniu uciekinierze z łagru będzie niezrozumiała dla miejscowych dzieci, a poza tym rodzice będą na nas źli za przedstawianie takich tematów. No więc poszłysmy w historie bardziej optymistyczne 🙂
Teraz siedzimy nad pięknym jeziorem Tiberkul, a pozostała część grupy robi kawiarnię w Żarowsku.

11824102_10207380533331481_1925424481_n

11830842_10207380537531586_1214968026_n

Kawiarnia w jurcie

Syberia, kolej transyberyjska, Wissarion, wissarianie

Pociąg, część 1

20150728_181147

Od ponad 20 godzin śpię i jem. Mieszkamy w wagonie plackartnyjm, który w pewien sposób wygląda jak polska kuszetka, tylko jest w niej 60 leżanek, które nie są podzielone ścianami. Interakcja z Rosjanami jest nikła. Największy kontakt mamy z panią konduktorka, która wzięła nas za Amerykanów. Większość ludzi wysiada po drodze – w Omsku, Jekatynburgu, itd. Jest jedna zgrabna Chineczka, która też jedzie do samego Abakanu. Co kilka godzin jest 20- minutowy postój i wtedy wszyscy wyskakują na peron. Gorzej jest potem wrócić do smrodku plackarty. Co mnie zdziwiło, w pociągu jest zakaz picia alkoholu. No, ale i tak na stacji pijemy zimne piwko.

Na razie trasa to same równiny, wszystko jest podobne do Polski. Czekamy na Ural.

Dzień 2

Co chwilę jest zmiana czasu. Teraz jesteśmy 4 albo 5 godzin w stosunku do Polski. Ciężko stwierdzić, która jest godzina, bo na peronach jest czas moskiewski, ale światło w wagonach zgaszają równo o 23 wg czasu obowiązującego. Już dwa razy zmieniła się ekipa na sąsiednich pryczach. Była: rodzinka z dzieckiem, które ciągle siedziało na nocniku, poważna matka z synem starym kawalerem, mnóstwo bab w wieku emerytalnym. Jedna z pań, kiedy dowiedziała się ze tez jedziemy do Abakanu, to zaczęła się histerycznie śmiać, co Kacha uznała za objaw załamania nerwowego.

20150729_193501

Odwiedzamy często restaurację, bo jest tam dużo przestrzeni i klimatyzacja, ale niestety poza napojami stać nas na niewiele. Ciekawe, jak funkcjonuje to miejsce, bo oprócz nas nikt tam prawie nie przychodzi.

Syberia, kolej transyberyjska, Wissarion, wissarianie

Rosja, part 1. Kaliningrad i Moskwa

Probowalysmy zrobić idealne selfie na Placu Czerwonym, ale nie była to łatwa sprawa

Probowalysmy zrobić idealne selfie na Placu Czerwonym, ale nie była to łatwa sprawa

Granica za nami. Trafiamy do malutkiego mieszkanka Ani i jej mamy. Dostajemy bliny i czaj. Gramy polska muzykę i śpiewamy pieśni patriotyczne. My gadamy po polsku, mama po rusku. Pogoda taka sama jak w Gdańsku czyli pada.

 

Ania grała zagraniczne piosenki na pianinie, żebyśmy rozpoznał melodie. Kiedy ją poprosiłam o rosyjską, to zagrała.

Lotnisko w Kaliningradzie . Nasz samolot do Moskwy jest opóźniony 40 min. Rosjanie niczym Polacy- cebulacy ustawiają się w kolejkę. , mimo że każdy ma przydzieloną  miejscówkę.  Iga mówi , że Rosjanie wyglądają jak Polacy, tylko mają bardziej zatroskane  i kwadratowe twarze.

A teraz jesteśmy już w Moskwie i dziś wieczorem wsiadamy w kolej transyberyjską. Mieszkamy na ulicy. , która wygląda jak Krakowskie Przedmieście, a wszystko dookoła jest odpicowane i trochę inne niż sobie wyobrażałam. Za to odwiedziliśmy targ w Tieply Stan i tam było normalnie i wesoło.

Kaśka w kuchni Ani w Kaliningradzie

Kaśka w kuchni Ani w Kaliningradzie

 

Kolejka do check pointa

Kolejka do check pointa

 

 

Wszyscy sprzedawcy rozumieli nasz rosyjski :)

Wszyscy sprzedawcy rozumieli nasz rosyjski :)

 

20150727_140608_Richtone(HDR)

Ściana serów

 

Muzeum Kosmosu - niestety dziś było zamknięte

Muzeum Kosmosu – niestety dziś było zamknięte

 

Kaca i tupolew

Kaca i tupolew

 

Dziwny sowiecki park rozrywki, do którego trafiliśmy. Nadeszła burza i biegnąc w panice d o metra, poczułam się jak w amerykańskim filmie katastroficznym

Dziwny sowiecki park rozrywki, do którego trafiliśmy. Nadeszła burza i biegnąc w panice d o metra, poczułam się jak w amerykańskim filmie katastroficznym