W sierpniu następuje specjalny moment – czas kiszenia ogórków. Teraz to tylko kawałek letniego popołudnia, pomyślcie o tym, kiedy będziecie patrzyli na swoje słoiczki na półce w zimowe popołudnie… Jeśli ich teraz nie zrobicie, to po lecie pozostanie Wam kupno ogóreczków od Lutkiewicza czy pana Jurka z hali…
Doskonały smak domowe kiszone ogórki zawdzięczają idealnym proporcjom czosnku, chrzanu i kopru. Bo jeśli będzie za dużo kopru – będą gorzkie. Za dużo chrzanu – za ostre. Ale przede wszystkim pierwsza reguła w kiszeniu to, że nie mogą być przesolone!
Domowe kiszonki są naturalnymi probiotykami. Mają dużo kwasu mlekowego, który korzystnie wpływa na florę bakteryjną naszego organizmu. Jeśli bierzecie antybiotyki i chcecie przejść kurację bez szwanku, lepiej sobie ogóreczka zjeść niż popijać kefirkiem. Poza tym kiszonki przyspieszają trawienie.
Ważne jest źródło ogórków – oczywiście najlepsze są te z domowego ogródka, czy szklarni. Jeśli kupujecie swoje na targu i są trochę zwiędłe, to włóżcie je na jakiś czas do zimnej wody i odżyją.
A najważniejsza z prawd, którą każdy zna, to ta że woda z kiszonych ogórków jest idealna na kaca!
Ogórki kiszone
Potrzeba:
- duży słoik
- chrzan
- czosnek
- koper
- ziarenka gorczycy
- liść dębu/porzeczki
- sól
- jędrne ogóreczki
Do dużego słoja wkładamy liść porzeczki albo dębu (jeśli macie). 
Zalewamy wodą (mama mówi: najlepiej sopocką solanką). Jak nie macie dostępu, to zalejcie zimną wodą z solą (2 łyżki na 1 litr wody). Zakręcamy – ale nie bardzo mocno. Po dwóch dniach woda zmętnieje i będzie można zauważyć proces fermentacji. Dokręcamy słoik do końca i sprawdzamy, czy jest szczelny. Pozostaje poczekać kilka dni i już są gotowe!



